Na scenę powoli wchodzą starcy. Ich twarze noszą ślady czasu, ciała poruszają się z wysiłkiem, jakby każdy krok wymagał pokonania ciężaru całego życia. Siadają w szkolnych ławkach, a obok nich spoczywają manekiny – nieruchome podobizny ich dzieciństwa. W jednej chwili zaciera się granica między przeszłością i teraźniejszością, między tym, co żywe, a tym, co już dawno odeszło. Nie wiadomo, czy oglądamy spektakl, sen, czy może wspomnienie, które na moment odzyskało materialny kształt. Ten obraz z Umarłej klasy należy dziś do najważniejszych ikon teatru XX wieku. Zawiera w sobie niemal wszystko, o czym przez całe życie opowiadał Tadeusz Kantor – pamięć silniejszą od czasu, nieobecność bardziej przejmującą niż obecność oraz człowieka skazanego na nieustanny powrót do własnej przeszłości.

Kantor nie tworzył teatru, który chciał uwodzić iluzją. Nie interesowało go odtwarzanie świata ani budowanie psychologicznie wiarygodnych postaci. Jego scena była miejscem, gdzie rzeczywistość ulegała rozszczepieniu, a to, co najbardziej osobiste, nabierało wymiaru uniwersalnego. Wspomnienia z dzieciństwa, wojenne doświadczenia, rodzinne fotografie, stare meble, zniszczone walizki czy szkolne ławki nie były dekoracją ani sentymentalnym powrotem do minionego czasu. Stawały się tworzywem sztuki – materią, z której budował własną opowieść o pamięci, przemijaniu i ludzkiej tożsamości.

Niełatwo wskazać drugiego artystę, który z równą konsekwencją przekraczał granice między różnymi dziedzinami twórczości. Kantor był malarzem, scenografem, reżyserem, autorem happeningów, pisarzem i teoretykiem sztuki, ale żadne z tych określeń nie wyczerpuje jego osobowości. Sam najczęściej powtarzał, że przede wszystkim jest malarzem. Nie była to kokieteria. To właśnie malarskie myślenie o przestrzeni, kompozycji i materii stało się fundamentem jego teatru. Na scenę przeniósł sposób budowania obrazu, w którym każdy element – światło, przedmiot, ciało aktora i pustka – posiada własny ciężar znaczeniowy. W jego przedstawieniach nie było nic przypadkowego. Nawet cisza miała swoją kompozycję.

Twórczość Kantora rodziła się z doświadczeń osobistych, lecz nigdy nie zamykała się w autobiografii. Wielokrotnie powracał do rodzinnego Wielopola Skrzyńskiego, gdzie przyszedł na świat 6 kwietnia 1915 roku, jednak nie próbował odtworzyć utraconego dzieciństwa z fotograficzną dokładnością. Interesował go raczej mechanizm pamięci – sposób, w jaki człowiek po latach rekonstruuje własną przeszłość, dopowiadając to, czego już nie pamięta, i zapominając o tym, co kiedyś wydawało się najważniejsze. W jego teatrze wspomnienie nie jest dokumentem. Jest żywym organizmem, który nieustannie zmienia swój kształt.

Dorastanie w niewielkim galicyjskim miasteczku pozostawiło w nim obrazy, do których wracał przez całe życie. Dom rodzinny, kościół, szkolna klasa, wiejskie uroczystości, procesje, pogrzeby i codzienne rytuały prowincjonalnej społeczności stały się alfabetem jego wyobraźni. Szczególne znaczenie miała nieobecność ojca, powołanego do armii podczas pierwszej wojny światowej i niemal nieobecnego w życiu syna. Ta pustka, którą trudno było nazwać, z czasem przerodziła się w jeden z najważniejszych motywów jego sztuki. W teatrze Kantora nieobecni bywają bardziej realni niż żywi. Powracają pod postacią manekinów, fotografii, przedmiotów i wspomnień, nie pozwalając teraźniejszości zamknąć przeszłości.

Nie sposób zrozumieć jego twórczości bez doświadczenia II wojny światowej. Dla pokolenia Kantora wojna nie była jedynie wydarzeniem historycznym, lecz doświadczeniem, które radykalnie zmieniło sposób postrzegania świata i sensu sztuki. Okupacja przerwała normalne życie artystyczne, zamknęła uczelnie, teatry i galerie, zmuszając twórców do działalności konspiracyjnej. Właśnie wtedy Kantor organizował przedstawienia w prywatnych mieszkaniach, pozbawione scenicznego przepychu i technicznego zaplecza. Te wojenne spektakle miały charakter niemal ascetyczny. Kilka krzeseł, stół, kawałek materiału i obecność aktorów wystarczały, aby narodził się teatr.

To doświadczenie okazało się przełomowe. Kantor zrozumiał, że istota przedstawienia nie tkwi w dekoracji ani w iluzji, lecz w spotkaniu człowieka z człowiekiem. Od tej chwili coraz bardziej interesowały go przedmioty noszące ślady życia – stare, zniszczone, odrzucone, pozornie bezużyteczne. Nie wybierał ich przypadkowo. Widział w nich świadków historii, niemych uczestników ludzkiego losu. Zwyczajna walizka mogła opowiadać o emigracji, dziecięcy tornister o utraconym dzieciństwie, a drewniane krzesło o nieobecności człowieka, który kiedyś na nim siedział. Tak rodziła się jedna z najoryginalniejszych idei jego sztuki – przekonanie, że przedmiot posiada własną pamięć i własną biografię.

Po wojnie powrócił do Krakowa, gdzie ukończył studia w Akademii Sztuk Pięknych pod kierunkiem Karola Frycza – wybitnego scenografa i pedagoga, który zwracał uwagę na nierozerwalny związek obrazu z przestrzenią sceniczną. Choć akademickie wykształcenie dało Kantorowi solidne podstawy warsztatu, bardzo szybko zaczął podważać obowiązujące reguły. Nie interesowała go sztuka zamknięta w granicach jednej dyscypliny. Coraz uważniej przyglądał się europejskiej awangardzie – konstruktywizmowi, kubizmowi, dadaizmowi i surrealizmowi – odnajdując w nich odwagę przekraczania artystycznych konwencji. Szczególnie ważnym doświadczeniem okazało się dla niego malarstwo informel, które odrzucało klasyczną kompozycję i traktowało obraz jako zapis gestu, materii i emocji. Nie chodziło już o przedstawianie świata, lecz o tworzenie nowej rzeczywistości, istniejącej wyłącznie dzięki sztuce.

Ta idea stanie się później fundamentem jego teatru. Scena przestanie być miejscem iluzji, a stanie się przestrzenią autonomiczną, rządzącą się własnymi prawami. Aktor nie będzie odgrywał roli w realistycznym dramacie, lecz stanie się elementem plastycznej kompozycji. Światło zacznie pełnić funkcję koloru, ruch zastąpi linię, a przedmiot zyska rangę równorzędnego bohatera przedstawienia. Malarstwo i teatr połączą się w jedną wypowiedź artystyczną, której nie sposób rozdzielić na odrębne dziedziny.

Tak rodził się język Tadeusza Kantora – język, który nie wyrastał z literatury ani z tradycyjnie pojmowanego teatru, lecz z obrazu. Każdy kolejny etap jego twórczości będzie konsekwencją tego odkrycia. Zanim jednak narodzi się Cricot 2 i słynne manifesty artystyczne, Kantor przejdzie jeszcze długą drogę poszukiwań, podczas których będzie nieustannie zadawał to samo pytanie: czym może być teatr, jeśli przestanie udawać życie, a stanie się jego pamięcią?

Jeżeli początkiem tej drogi było malarstwo, to jej naturalną konsekwencją stał się teatr. Nie był on jednak dla Kantora kolejną dziedziną sztuki, lecz przestrzenią, w której mogły spotkać się wszystkie jego artystyczne fascynacje. Obraz przestawał być zamknięty w ramach, wychodził w przestrzeń i zaczynał oddychać obecnością aktora. Ruch nabierał znaczenia malarskiego gestu, światło modelowało przestrzeń niczym kolor na płótnie, a przedmiot uwalniał się od swojej użytkowej funkcji, stając się samodzielnym znakiem. Kantor coraz wyraźniej odczuwał, że tradycyjny teatr, podporządkowany literaturze i psychologii postaci, nie jest w stanie pomieścić jego wyobraźni. Potrzebował sceny, która stanie się laboratorium artystycznych doświadczeń.

Tak narodził się Cricot 2, założony w Krakowie w 1955 roku. Nazwa zespołu odwoływała się do przedwojennego teatru Cricot, związanego z krakowską awangardą, jednak działalność Kantora od początku wyznaczała zupełnie nowy kierunek. Nie chciał tworzyć kolejnego teatru repertuarowego ani ilustrować klasycznych dramatów. Interesowało go raczej badanie samej natury teatru – jego granic, możliwości i języka. Cricot 2 stał się miejscem nieustannego eksperymentu, w którym każde przedstawienie rodziło nowe pytania, a każda odpowiedź prowadziła do następnych poszukiwań.

Pierwsze spektakle zespołu powstawały między innymi na podstawie dramatów Stanisława Ignacego Witkiewicza. Nie był to wybór przypadkowy. Witkacy, podobnie jak Kantor, odrzucał realistyczne przedstawianie świata i uważał sztukę za autonomiczną rzeczywistość. Fascynowała go deformacja, groteska, absurd i rozpad tradycyjnych form teatralnych. Kantor nie traktował jednak jego dramatów jako tekstów wymagających wiernej inscenizacji. Były dla niego partnerem w twórczym dialogu. Zachowywał ich filozoficzny niepokój, lecz podporządkowywał własnej wizji plastycznej, w której słowo przestawało dominować nad obrazem.

W tym samym czasie powstawały kolejne manifesty artystyczne, stanowiące zapis jego nieustannie ewoluującej myśli. Kantor należał do nielicznych twórców, którzy równie intensywnie tworzyli dzieła, jak zastanawiali się nad ich istotą. Manifesty nie były dla niego teoretycznym dodatkiem do praktyki artystycznej. Powstawały równolegle ze spektaklami i obrazami, wyjaśniając sens podejmowanych eksperymentów. Jednocześnie nigdy nie miały charakteru zamkniętego systemu. Każdy kolejny tekst podważał wcześniejsze ustalenia, ponieważ artysta uważał, że sztuka rozwija się wyłącznie dzięki nieustannemu kwestionowaniu własnych osiągnięć.

Szczególne znaczenie miał „Teatr Informel”, inspirowany doświadczeniami malarstwa materii. Kantor odrzucał uporządkowaną kompozycję oraz estetyczną doskonałość, zastępując je spontanicznością i żywiołowością twórczego gestu. Przedstawienie miało być procesem, a nie zamkniętym dziełem. Nie chodziło o perfekcyjne wykonanie wcześniej przygotowanego planu, lecz o wydarzenie, które rodzi się w obecności aktorów i widzów. Była to myśl niezwykle nowatorska, zapowiadająca rozwój happeningu i performansu.

Kolejnym etapem stał się „Teatr Zerowy”, w którym Kantor podjął próbę radykalnego oczyszczenia sceny z elementów uznawanych dotąd za niezbędne. Ograniczał dekorację, podważał znaczenie fabuły, rozbijał klasyczną konstrukcję przedstawienia. Pragnął dotrzeć do punktu, w którym teatr pozostanie jedynie aktem obecności – spotkaniem ludzi w określonej przestrzeni i czasie. Paradoksalnie to właśnie redukcja środków prowadziła do niezwykłego bogactwa znaczeń.

Jednocześnie rozwijał ideę happeningu, która w latach sześćdziesiątych zrewolucjonizowała sposób myślenia o sztuce współczesnej. Dla Kantora sztuka nie kończyła się na ścianach galerii ani w granicach sceny teatralnej. Powinna wychodzić w przestrzeń miasta, zaskakiwać przypadkowego przechodnia, burzyć codzienny porządek i zmuszać odbiorcę do aktywnego uczestnictwa. Happening nie był spektaklem oglądanym z bezpiecznej odległości. Stawał się wydarzeniem, którego nie można było powtórzyć ani zamknąć w trwałej formie. Liczyła się chwila, obecność i doświadczenie.

Ważnym rozdziałem jego twórczości była również koncepcja emballage, rozwijana równolegle z działalnością teatralną. Francuskie słowo emballer oznacza „opakowywać”, jednak dla Kantora nie chodziło wyłącznie o fizyczne owinięcie przedmiotu. Akt opakowania stawał się gestem symbolicznym. Zakrywając rzecz, artysta nie odbierał jej znaczenia, lecz przeciwnie – prowokował do zadawania pytań o to, co pozostaje ukryte. Opakowany przedmiot przestawał być zwyczajnym obiektem codziennego użytku. Zyskiwał aurę tajemnicy, stawał się śladem nieobecności, metaforą pamięci i przemijania. Emballage było więc nie tyle techniką plastyczną, ile filozofią patrzenia na świat, w której najważniejsze okazuje się to, czego nie widać.

Wszystkie te doświadczenia prowadziły Kantora do jednego zasadniczego odkrycia. Coraz mocniej uświadamiał sobie, że prawdziwe tworzywo sztuki nie znajduje się ani w literaturze, ani w scenicznej iluzji. Jest nim ludzka pamięć. To ona przechowuje obrazy dzieciństwa, twarze bliskich, zapach rodzinnego domu i doświadczenia wojny. Jest jednocześnie zawodna, pełna luk i zniekształceń, dlatego nie odtwarza przeszłości, lecz nieustannie ją tworzy na nowo. Właśnie ten proces rekonstrukcji pamięci stanie się osią jego najważniejszych przedstawień.

Nieprzypadkowo Kantor coraz częściej pojawiał się podczas spektakli na scenie. Siedział z boku, zwykle ubrany na czarno, niemal nieruchomy, sprawiając wrażenie człowieka obserwującego własne wspomnienia. Nie grał żadnej roli. Był obecny jako autor, świadek i uczestnik zarazem. Jego milcząca postać przypominała dyrygenta orkiestry pamięci, który z pojedynczych obrazów próbuje na nowo złożyć świat dawno utracony. Ten prosty gest zmieniał sposób odbioru przedstawienia. Widz nie oglądał już zamkniętego dzieła, lecz uczestniczył w procesie twórczym, dokonującym się na jego oczach.

W tym właśnie czasie coraz wyraźniej krystalizowała się idea, która przyniosła Kantorowi światową sławę i na trwałe zmieniła historię teatru – Teatr Śmierci. Nie był to efekt nagłego olśnienia ani pojedynczego manifestu. Stanowił zwieńczenie kilkudziesięciu lat artystycznych poszukiwań, podczas których malarstwo, happening, scenografia, filozofia przedmiotu i osobiste doświadczenia stopniowo łączyły się w jedną, niezwykle spójną wizję sztuki. W Teatrze Śmierci wszystkie wcześniejsze odkrycia odnalazły swoje miejsce: przedmiot stał się świadkiem ludzkiego losu, aktor nosicielem pamięci, a scena przestrzenią, w której przeszłość nieustannie spotyka się z teraźniejszością. To właśnie wówczas powstały spektakle, które zapewniły Tadeuszowi Kantorowi miejsce w historii światowego teatru i uczyniły z jego nazwiska symbol artystycznej odwagi oraz bezkompromisowości.

Kiedy w połowie lat siedemdziesiątych Kantor ogłosił ideę Teatru Śmierci, nie proponował kolejnego kierunku estetycznego ani nowej metody inscenizacji. Było to raczej zwieńczenie wszystkich wcześniejszych doświadczeń – malarskich, teatralnych i osobistych. Sam wielokrotnie podkreślał, że śmierć interesuje go nie jako temat, lecz jako szczególny stan istnienia pamięci. Człowiek odchodzi, lecz pozostawia po sobie przedmioty, fotografie, gesty i wspomnienia, które trwają znacznie dłużej niż jego fizyczzna obecność. Teatr miał stać się miejscem spotkania dwóch porządków: świata żywych i świata tych, którzy pozostają już tylko w pamięci. Nie chodziło o metafizykę ani o religijną wizję życia po śmierci. Kantora fascynowała pamięć jako jedyna przestrzeń, w której umarli mogą nadal istnieć.

W jego przedstawieniach czas przestaje płynąć linearnie. Nie ma początku ani końca, nie istnieje klasyczna akcja dramatyczna prowadząca do rozwiązania konfliktu. Bohaterowie pojawiają się niczym obrazy wydobywane z głębi pamięci. Powracają te same gesty, te same melodie, te same sytuacje. Powtórzenie staje się podstawową zasadą kompozycji, ponieważ właśnie ono najlepiej oddaje sposób funkcjonowania wspomnień. Pamięć nie rozwija się chronologicznie. Nieustannie wraca do tych samych obrazów, za każdym razem odsłaniając ich nowe znaczenia.

Najpełniejszym ucieleśnieniem tej filozofii okazała się „Umarła klasa”, której premiera w 1975 roku stała się jednym z najważniejszych wydarzeń w historii współczesnego teatru. Spektakl natychmiast zwrócił uwagę krytyków na całym świecie, a w kolejnych latach prezentowany był na najważniejszych festiwalach Europy, obu Ameryk i Japonii. Publiczność, niezależnie od języka i kultury, rozumiała jego przesłanie, ponieważ Kantor stworzył teatr posługujący się przede wszystkim obrazem.

Scena przedstawiająca grupę starców siedzących w szkolnych ławkach z manekinami własnego dzieciństwa należy dziś do najbardziej rozpoznawalnych obrazów XX-wiecznej sztuki teatralnej. Jej siła nie wynika jednak z efektowności, lecz z niezwykłej prostoty. Człowiek spotyka samego siebie sprzed wielu lat, lecz nie może już odzyskać utraconego czasu. Manekin nie jest realistyczną podobizną dziecka. Jest materialnym śladem pamięci, znakiem nieobecności i zarazem przypomnieniem, że dzieciństwo trwa już tylko we wspomnieniu. W tym jednym obrazie zawiera się cała filozofia Kantora – przekonanie, że życie człowieka nieustannie toczy się pomiędzy tym, co obecne, a tym, co bezpowrotnie utracone.

„Umarła klasa” nie opowiada konkretnej historii. Jest raczej sekwencją obrazów i rytuałów, w których wspomnienia ożywają na oczach widza. Aktorzy powtarzają te same czynności, wracają do szkolnych lekcji, dziecięcych zabaw i melodii, lecz każda z tych sytuacji naznaczona jest świadomością przemijania. Widz obserwuje nie tyle wydarzenia, ile proces pamiętania. To właśnie dlatego przedstawienie do dziś zachowuje niezwykłą siłę oddziaływania. Każdy odnajduje w nim własne doświadczenie utraty, własne dzieciństwo i własną „umarłą klasę”, do której można wrócić jedynie myślą.

Jeżeli „Umarła klasa” była próbą zmierzenia się z pamięcią dzieciństwa, to „Wielopole, Wielopole” z 1980 roku stało się najbardziej osobistym spektaklem w całym dorobku artysty. Tytuł odsyłał do rodzinnego miasteczka, lecz przedstawienie nie miało charakteru autobiograficznej rekonstrukcji. Kantor nie odtwarzał własnego życia. Tworzył jego teatralny odpowiednik, w którym wspomnienia mieszały się z wyobraźnią, a historia z prywatnym doświadczeniem. Dom rodzinny, matka, ojciec, ksiądz, żołnierze austro-węgierskiej armii i mieszkańcy galicyjskiego miasteczka pojawiali się niczym postacie ze snu, powracające z różnych epok jednocześnie.

W „Wielopolu, Wielopolu” szczególnie wyraźnie ujawnia się przekonanie Kantora, że historia nigdy nie jest abstrakcyjnym zbiorem dat i wydarzeń. Jej prawdziwy wymiar ujawnia się dopiero w losie pojedynczego człowieka. Wojna nie jest tutaj tematem politycznym, lecz doświadczeniem rodziny, pamięci i codzienności. Wielkie wydarzenia dziejowe przenikają do wnętrza domu, zmieniając życie zwyczajnych ludzi. Dlatego spektakl, choć głęboko zakorzeniony w biografii artysty, nabiera wymiaru uniwersalnego. Opowiada o świecie, który przeminął, ale nadal istnieje w ludzkiej pamięci.

Kolejne przedstawienia – „Niech sczezną artyści”, „Nigdy tu już nie powrócę” oraz „Dziś są moje urodziny” – można odczytywać jako niezwykle osobisty dialog twórcy z własnym życiem. Kantor coraz śmielej wprowadzał na scenę samego siebie, czyniąc z własnej biografii tworzywo sztuki. Powracały postacie dawnych przyjaciół, zmarłych artystów, bohaterów wcześniejszych spektakli i ludzi, którzy odcisnęli piętno na jego pamięci. Granica między teatrem a życiem ulegała całkowitemu zatarciu. Reżyser nie ukrywał już, że przedstawienie jest próbą ocalenia własnej przeszłości przed zapomnieniem.

Szczególnie przejmujący charakter ma ostatni spektakl – „Dziś są moje urodziny”. Prace nad przedstawieniem przerwała nagła śmierć artysty 8 grudnia 1990 roku. Zespół Cricot 2 zdecydował się jednak doprowadzić premierę do końca zgodnie z pozostawionymi wskazówkami. W rezultacie powstało dzieło o niezwykłej wymowie. Nie sposób oglądać go wyłącznie jako kolejnego spektaklu. Stał się symbolicznym pożegnaniem twórcy, który przez całe życie próbował zatrzymać czas, a ostatecznie sam stał się częścią własnego teatru pamięci.

Jednym z najbardziej oryginalnych osiągnięć Kantora pozostaje sposób, w jaki połączył teatr z plastyką. Scenografia nigdy nie pełniła funkcji dekoracyjnej. Była autonomiczną kompozycją, podporządkowaną tym samym zasadom co obraz malarski. Drewniane ławki, zdezelowane krzesła, stare walizki, dziecięce wózki, drzwi, ramy okienne czy parasole układały się w niezwykłe krajobrazy pamięci. Każdy przedmiot miał własną historię i własną godność. Nie był ilustracją akcji scenicznej, lecz jednym z jej głównych bohaterów. Kantor mówił o „rzeczywistości najniższej rangi”, wskazując, że właśnie przedmioty zużyte, zapomniane i odrzucone najpełniej przechowują ślady ludzkiego istnienia.

Nie mniej ważną rolę odgrywały manekiny – jeden z najbardziej charakterystycznych znaków jego teatru. Ich obecność wywoływała niepokój, ponieważ przypominały ludzi, a jednocześnie pozostawały martwe i nieruchome. Dla Kantora były obrazem nieobecności. Reprezentowały tych, którzy odeszli, lecz nadal pozostają obecni w pamięci żywych. Zestawione z aktorami tworzyły przejmującą metaforę ludzkiego losu, zawieszonego pomiędzy życiem i śmiercią, obecnością i wspomnieniem. Dzięki nim teatr Kantora osiągał niezwykłą intensywność emocjonalną, nie uciekając się do patosu ani dosłowności.

podaj dalej
Facebook
Twitter
LinkedIn
Reddit
Piotr Suzin

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Powiązane