Żniwo dla pisarza i wester ułański – o reportażu wojennym w kulturze polskiej.

Reportaż wojenny w kulturze polskiej

Wojna to najstarszy – obok wiary i miłości temat kulturowej uwagi. Cytując słowa Melhiora Wańkowicza: „Wojna to odkrywka dusz ludzkich”, to „żniwo dla pisarza”[1]. Zdaniem autora powyższego cytatu, reportaż wojenny ulega różnym presją narodowym, ale również ideowym, zewnętrznym, wewnętrznym, w wyniku których oddala się on od prawdy w stronę mitomanii, zapominając o wartościach humanistycznych, które wojna burzy. Z drugiej strony nadmiernie zgłębia się w aspekty codziennego życia w tak zwaną poetykę human interest, rosnącą w siłę za sprawą powszechnych nastrojów antywojennych i pacyfistycznych. Taka postawa społeczna jest reakcją na pozbawianą jakichkolwiek reguł wojnę totalną. Tak więc reporter wojenny jest rozdarty między ekstremami: bohaterstwa i słusznej sprawy oraz pacyfizmu i mizerabilizmu wojny. Wartym zaznaczenia jest również specyfika kapitału narodowego reportera. Jako osoba fizyczna i ideowo mentalnie stoi on po jednej ze stron konfliktu. Obiektywizm w takiej relacji można by było odebrać jako zdradę, nie mówiąc już o współczuciu dla wroga, starania do ukazania wyważonego zdania dla racji stron czy już w ekstremalnych przypadkach relacjonując tragedie wojny ukazując „własnego” żołnierza np. jako pijaka czy gwałciciela – nawet jeśli miało to by być zgodne z prawdą. Rozwiązano ten dylemat nadając tak instytucyjną nazwę dla reportera, określając go reporterem „osadzonym” – w rozumieniu potocznym nazywanego akredytowanym przy danej armii, sztabie lub jednostce, podległego wojennej jurysdykcji i armijnej hierarchii. W tym kontekście Wańkowicz dokonał ciekawej typizacji narodowej specyfiki zaangażowania reportera wojennego, stwierdzając, iż mamy kilka charakterystycznych rodzajów reportażystów wojennych. Typ „romański”, odznaczający się skłonnością do przesady (overstatement) i kolejno typ „anglosaski” o większym stopniu wyważenia i powściągliwości (understatement) oraz „amerykański” i „rosyjski” jako najbardziej emocjonalne styl „obrońców najechanej ziemi”. W Polsce dominującym typem reportażu to typ romański, wzbogacony o styl polskiej gawędy[2]. Według Mari Janion w książce Płacz generałanajwiększą tradycję w polskim reportażu ma tak zwany romantyzm tyrtejski, charakteryzujący się przewagą tego, co społeczne i narodowe, nad tym, co jednostkowe, osobiste i intymne. Widoczny i bardzo w polskim reportażu zakorzeniony jest paradygmat żołnierz i cywil: akcentuje wyższość tego, co żołnierskie, heroiczne, nad tym, co cywilne i „przyziemne”; wytwarza się z tego western ułański, umacniany w narodowym poczuciu przez działania narodowych mistrzów jak Sienkiewicz, Kossak, a potem reportaże: Wańkowicza, Fiedlera, idealizując „czyny” oraz „ofiary”.

W literaturze polskiej ujęcie westernowe – konkluduje badaczka – nakładało się na […] tradycyjny kult żołnierza, żołnierskości, żołnierskiej mentalności oraz bohaterskości i męskości, rozumianych jednoznacznie w kategoriach żołnierskich, to znaczy kierujących się przeciw cywilnej mięczakowatości i słabości, przeciw cywilnemu defetyzmowi i dekadentyzmowi, przeciw „taniemu i łzawemu humanitaryzmowi”, przeciw „pacyfizmowi i powierzchownemu antymilitaryzmowi”, które zazwyczaj „najpiękniej współgrają z kołtuńską małodusznością i egoizmem”[3].

Taki obraz był przedstawiony długo, uproszczając do jasnych podziałów na Dobro i Zło, My – Oni, ofiary i agresora. Taki western ułański zasługuje według autorki na potępienie nie tylko za oswajanie zjawiska wojny, ale dlatego, że „Do apologii prawdziwej, męskiej walki i przygody […] dodaje ekstazę zabijania”[4], a cała artystyczna forma westernu to niebezpieczne uproszczenie[5]. M.J. Olszewska w monografii Człowiek w świecie Wielkiej Wojny. Literatura polska z lat 1914–1919 wobec I wojny światowej[6]. Opisuje przesunięcie uwagi oraz zmianę głównego bohatera z gloryfikowanego ułana na zagubionego szarego żołnierza, z mężnego oficera na rozpaczającą na gruzach domu kobietę. Sposób pisania o wojnie określany przez Jonin: „wojna jako rzeźnia”, a opisywany przez Olszewską „mizerabilizmem”, zyskał w obliczu kolejnego światowego konfliktu w latach drugiej wojny światowej. Pojawiła się więc nowa potrzeba poszukiwania wyrazu dla okropności w narracjach minimalistycznych[7].

Obie wojny światowe były przyczyną na całym świecie, uzawodowienia osób relacjonujących konflikty zbrojne. Polskie reportaże z drugiej wojny światowej są zazwyczaj tekstami bezpośredniej relacji opartej na własnych frontowych przeżyciach. Przykładami takich reportaży są dzieła braci Pruszyńskich oraz dzieła Arkadego Fiedlera, który dzielił losy wraz z Dywizjonem 303, czy prace Bohdana Pawłowicza będącego załogantem na łodzi podwodnej. Tragiczna dla Polski druga wojna światowa powołała do życia nieznane dotąd monumentalne formy: reportaże-monograficzne czy reportaże rekonstrukcyjno-historyczne, oparte zarówno na uczestnictwie autora w wydarzeniach, jak i często tytanicznej pracy dokumentacyjnej. Zbieraniu relacji innych uczestniczących, dokumentów, relacji z „drugiej ręki”. Przykładem takich prac jest unikatowe dzieło Wańkowicza Monte Cassino czy Studzianki Janusza Przymanowskiego. Cechą rozpoznawczą polskiego reportażu wojennego dotyczącego drugiej wojny światowej jest utrzymywanie domunującej formy heroicznej i narodowej, podkreślanie hartu i brawury polskich żołnierzy w opozycji do przewagi technicznej i aktów barbarzyństwa wrogów. Służyło to potrzebie budowania wartości narodowych oraz niejednokrotnie dochodziło do nadużyć propagandowych, przekłamań oraz uproszczeń w latach późniejszych[8].

W nowej sytuacji znajdują się twórcy w końcówce XX wieku i początku wieku XXI. Nie ma już „naszej” wojny i „naszej sprawy”. Nowy typ wojen i konfliktów jak wojny hybrydowe, lokalne, neokolonialne, wyzwoleńcze, niosące demokracje czy walkę z terroryzmem, stanowią nie mniejsze od tych dawnych konfliktów wyzwanie w polskim reportażu. Powstało pytanie – czy dziennikarz ma być „osadzany” po stronie sił postępu i solidarności, czy jego obowiązkiem jest dbanie o spuściznę narodowego heroizmu, a może jednak powinien skupić się na sprawie obcej mu kulturowo i często religijnie ludności cywilnej której przykładowo pokojowe siły niewystarczająco pomagają. Dylematy powyższe na różne sposoby potrafili rozwiązać i nawet uczynili z nich wartości narracyjne czyniąc z nich oś dramatyczną fabuły swoich dzieł, polscy reportażyści wojenni jak Wojciech Jagielski, Wiktor Bater i Marcin Górka[9].

[1] M. Wańkowicz, Wojna i Pióro, Warszawa 1983, s. 28-29.

[2] A. Kliszewski, E. Żyrek-Horodyska, Kasandry i Amazonki w kręgu kobiecego reportażu wojennego, Kraków 2019.

[3] Tamże, s. 38.

[4] Tamże, s. 37.

[5] Tamże, s. 38.

[6] Por. M.J. Olszewska, Człowiek w świecie Wielkiej Wojny. Literatura polska z lat 1914–1919 wobec I wojny światowej. Wybrane zagadnienia, Warszawa 2004.

[7] A. Kliszewski, E. Żyrek-Horodyska, Kasandry i Amazonki w kręgu kobiecego reportażu wojennego, Kraków 2019, s. 21.

[8] Tamże, s. 26.

[9] Tamże, s. 29.

podaj dalej
Facebook
Twitter
LinkedIn
Reddit
Sebastian Korczak

Powiązane