📖 Poznaj nasze wydawnictwo: https://radionaukowe.pl/wydawnictwo
📚 Wygodne zakupy książek: https://wydawnictwoRN.pl
👉 Zostań Patronem: https://patronite.pl/radionaukowe
👉 Wesprzyj jednorazowo: https://suppi.pl/radionaukowe
🎧 Posłuchaj na streamingu: https://ffm.bio/radionaukowe
🔔 Subskrybuj: https://youtube.com/@RadioNaukowe?sub_confirmation=1
🌐 Strona: https://radionaukowe.pl
👍 Facebook: https://facebook.com/RadioNaukowe
📷 Instagram: https://instagram.com/radionaukowe
❌ Twitter: https://twitter.com/RadioNaukowe
🎓 Odwiedź LAMU: https://youtube.com/@LetniaAkademiaMlodychUmyslow
🎬 Zobacz więcej: https://www.youtube.com/playlist?list=PLTld5jYla5hZvt1d4RClz7TWU7bC65w8J
📩 Kontakt: kontakt@radionaukowe.pl
W I Rzeczpospolitej stosy płonęły, a żeby na nie trafić wcale nie trzeba było być zapiekłym heretykiem. Wystarczyło, że zupełnie świecki sąd, w świetle ówczesnego prawa, skazał daną osobę (w zdecydowanej większości były to kobiety) za czarostwo.
A żeby zostać uznaną za czarownicę we wczesnonowożytnej Polsce, nie trzeba było wiele. Oto ktoś uważał (albo tak twierdził), że to dana osoba jest odpowiedzialna za nieszczęście: śmierć członka rodziny czy zwierząt gospodarczych, chorobę, słabe plony, jakąś katastrofę. Z oskarżeniem szło się do władz, co rozpoczynało proces. Ten zawsze wiązał się z torturami, bo do skazania konieczne było wymuszenie na rzekomej czarownicy zeznania, że weszła w pakt z diabłem. Choć prawo nakazywało, że tortury można wykonać tylko trzykrotnie (a kto je przeżyje i dalej będzie zaprzeczał, ten jest niewinny), praktyka często była inna. – W procesach o czary uważano, że diabeł pomaga czarownicom, i torturowano do skutku – opowiada prof. Jacek Wijaczka, historyk z Uniwersytetu Mikołaja Kopernika w Toruniu, specjalista od procesów czarownic na ziemiach polskich. Uniewinnienia się zdarzały, ale były to pojedyncze przypadki.
Sąd, owszem, był świecki, ale – jak wyjaśnia historyk – cała podbudowa została przygotowana przez Kościół rzymskokatolicki w średniowieczu. Od XIV wieku Kościół uznawał, że ludzie są w stanie zawrzeć pakt z diabłem i dzięki temu latać oraz czarować. Papież Jan XXII wydał wówczas dokument, w którym pozwalał inkwizytorom polować na osoby bratające się z diabłem. – To Kościół stworzył czarownice. Gdyby nie teolodzy katoliccy, to procesów o czary by nie było – wskazuje prof. Wijaczka. Ale w XVI, XVII czy XVIII wieku w czarownice wierzyli niemal wszyscy, niezależnie od wyznania – wiemy, że w czarownice mocno wierzył na przykład Marcin Luter.
Liczba procesów o czary na ziemiach polskich mocno urosła po 1660 roku, a ostatni znany ze źródeł proces odbył się w 1773 roku. Trudno oszacować, ile kobiet zginęło w tym czasie na stosach, bo dokumenty sądowe są niekompletne, ale prof. Wijaczka przyjmuje, że mogło to być do 4000 ofiar. Sądzono i skazywano też dzieci: dwunastolatki uważano wówczas za osoby dorosłe i jak najbardziej zdolne do paktowania z diabłem.
W odcinku usłyszycie o zeznaniach kilku konkretnych kobiet skazanych za czary (i o tym, że diabła można też wykorzystać na posyłki), o tym, skąd brały się treści ich opowieści wymuszone torturami, czy według ówczesnych wierzeń z paktu z diabłem dało się wycofać i dlaczego tak wiele kobiet nie tonęło podczas próby zimnej wody i co miał z tym wspólnego kat lub jego pomocnik (a skoro zwracamy na to uwagę to pewnie sporo).
POLECAMY INNE MATERIAŁY:
🧠 Radio Naukowe – włącz wiedzę! 🧠
#RadioNaukowe #KarolinaGłowacka
źródło: Radio Naukowe









