Dawno temu w Prusach… czyli grodzisko w Jeziorku. Domniemana stolica Galindów

Na terenie malowniczych Mazur, niedaleko wsi Jeziorko, znajduje się jedno z ciekawszych stanowisk archeologicznych w Polsce – grodzisko, które jest pozostałością po legendarnym plemieniu Galindów. Uznawane za jedno z najlepiej zachowanych staropruskich refugiów, miejsce to wciąż kryje wiele tajemnic i budzi zainteresowanie historyków, archeologów i turystów.

Tam, gdzie kończy się droga, a zaczyna historia

Mazury – dziś kraina jezior, ciszy i spokoju. Trudno uwierzyć, że przed wiekami ten malowniczy zakątek był areną dramatycznych wydarzeń i siedzibą potężnego plemienia, które zniknęło bez śladu. Galindowie – Prusowie znad Wielkich Jezior – stanowili siłę, z którą liczyli się sąsiedzi. Według XVI-wiecznego przekazu Galindowie wzięli nazwę od legendarnego Galyndo, syna króla Wejdewuta. Otrzymał on ziemię między Łyną a jeziorami. I tak – tu, w sercu dzisiejszych Mazur – zaczęła się historia plemienia. Istnieje jeszcze inna wersja źródłosłowu tej nazwy. Mianowicie Galintvvey – nazwa plemienia miała oznaczać tyle co: „przynoszący śmierć wrogowi”. Ich ślady prowadzą nas na Górę Zamkową w Jeziorku. Czy to tu mieściła się ich stolica lub ostatnia twierdza?

Widok z daleka – grodzisko, które milczy

Zanim staniemy na szczycie, uderza nas sama lokalizacja – naturalne wzniesienie o wysokości ok. 25 metrów, otoczone lasami i wodami. To idealne miejsce do obserwacji i obrony. Galindowie nie budowali tu miasta, ale refugium – miejsce schronienia w razie zagrożenia. Drewniana palisada, której dziś nie sposób już zobaczyć, niegdyś wieńczyła kamienno-ziemny wał. Z wierzchołka rozciąga się widok na falujące wzgórza – widok, który 1000 lat temu mógł oznaczać życie albo śmierć.

Majdan – serce zapomnianej twierdzy

Grodzisko w Jeziorku to nie tylko historyczne miejsce – to świadectwo przetrwania. Majdan o wymiarach 70 na 40 metrów mógł pomieścić większość tych, którzy potrzebowali schronienia. Brama znajdowała się po stronie wschodniej – dziś wskazuje ją delikatne obniżenie terenu. Na wale stała kiedyś palisada, a wewnątrz – zabudowania: ziemianki, spichlerze, warsztaty.

To nie tylko grodzisko – to archiwum zakopane pod warstwami ziemi.

Pierwsze poważne badania ruszyły tu w latach 50., ostatnie – w 2003 roku. Co odkryto? Igły, szpile, noże, naczynia, kamienne narzędzia. I coś więcej – aż cztery warstwy kulturowe. Jedna z nich sięga neolitu! Mamy więc do czynienia z miejscem o ciągłości zasiedlenia – od pradziejów po wczesne średniowiecze. I choć archeologia nie daje nam pełnego obrazu, wiemy, że żyjący tu Galindowie uprawiali pszenicę, jęczmień, proso. Hodowali zwierzęta, łowili ryby. Znalezione narzędzia do skórowania wskazują na produkcję futer, być może na eksport. Wierzenia Galindów były związane z naturą. Czcili lasy, wody, niebo. Ich świątyniami były gaje. Zmarłych palono.

Ptolemeusz i… zagadka zniknięcia

Pierwszy raz o Galindach wspomniał Ptolemeusz z Aleksandrii już w II wieku. Byli znani, groźni, silni. A potem… cisza. W 1057 roku toczyli jeszcze wojnę z Rusią. Ale gdy w XIII wieku nadciągnęli Krzyżacy, ziemia była niemal pusta. Gdzie się podziali?

Prorokini, rzeź i zemsta kobiet

Piotr z Dusburga, kronikarz Zakonu Krzyżackiego, opowiada przerażającą historię. Otóż w Galindii nastąpił ogromny wzrost liczby urodzin. Galindowie zaczęli się obawiać, czy ziemia wyżywi wszystkich mieszkańców. Wolni mężczyźni, mający prawo udziału w wiecu, zadecydowali o pozbawianiu życia wszystkich nowo narodzonych dziewczynek. Chłopców nie zabijano, ponieważ wyrastali z nich wojownicy, stanowiący o sile plemienia.
Matki, które nie podporządkowały się decyzji wiecu i ukrywały córki, karano obcięciem piersi. Kobiety, mszcząc się, doprowadziły do zagłady całego plemienia – podstępem wysłały wojowników na wojenną wyprawę bez oręża. I choć Prusowie początkowo odnosili sukcesy, ostatecznie zostali rozgromieni. Niedługo potem Jaćwingowie zniszczyli ich ziemie. Wydarzenia te miały się rozgrywać na co najmniej 100 lat przed tym, jak Piotr z Dusburga spisywał swą kronikę, czyli przed 1225 rokiem. Krzyżacki kronikarz pisze krótko: „Ziemia ta do dziś jest wyludniona.” Czy to tylko legenda? A może przerażająco prawdziwy finał opowieści o ludzkim szaleństwie?

Czy grodzisko w Jeziorku jest kluczem do zagadki?
Góra Zamkowa w Jeziorku nie jest tylko miejscem na spacer. To miejsce, które wciąż zadaje pytania. Czy może tu broniła się ostatnia grupa Galindów? Czy tutaj rozegrała się tragedia zapomnianego ludu? Nie znajdziesz tam tabliczek z odpowiedziami. Ale może to dobrze. Bo w Jeziorku nie chodzi o gotową opowieść. Chodzi o ciszę, która mówi więcej niż słowa. I o ziemię, która – choć milczy – wciąż pamięta. Chcesz się przekonać? Wyrusz do Jeziorka. Stań na szczycie. Rozejrzyj się. Może usłyszysz echo galindzkiego rogu bojowego…

Zajrzyj do nas:
https://www.facebook.com/mazurskietajemnice/
https://www.instagram.com/mazurskietajemnice/
https://www.mazurskietajemnice.pl/

Wspomóż nas:
https://buycoffee.to/mazurskietajemnice

podaj dalej
Facebook
Twitter
LinkedIn
Reddit
MAZURSKIE TAJEMNICE

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Powiązane