Uznając ważną rolę, jaką odgrywają media w procesie komunikacji, zwłaszcza przy dominacji telewizji w komunikacji masowej, dyplomacja publiczna obrała w latach dziewięćdziesiątych XX wieku nowy kierunek: nazywany „efektem CNN”[1]. Media były postrzegane nie tylko jako pośrednik, ale także jako aktywny uczestnik tego procesu. Podejście to nazwano dyplomacją medialną. Szybko od momentu narodzin Internetu i powstania społeczeństwa sieciowego, punkt ciężkości dyplomacji publicznej przesunął się na widownię, czyli odbiorcę procesu komunikacji. Dzięki różnym środkom, takim jak łatwy dostęp do informacji, generowanie osobistych treści online, rozwijanie relacji i samoorganizacja, społeczeństwo zyskało możliwość wpływania na stosunki międzynarodowe i politykę zagraniczną. Nie ograniczając się do jednostek, organizacje pozarządowe również wykorzystują globalne sieci, aby aktywnie uczestniczyć w wydarzeniach poza granicami swojego kraju i zmieniać ich przebieg. W rezultacie dyplomacja publiczna nie jest już jednokierunkowa, ale obejmuje interakcje dwustronne[2]. Mimo że nowoczesne środowisko medialne umożliwia poszukiwanie alternatywnych źródeł informacji, większość ludzi nadal uważa tradycyjne media informacyjne za najbardziej wiarygodne i ważne źródło informacji, stawiając je ponad Internetem[3]. Badania pokazują, że serwisy społecznościowe, takie jak Twitter i Facebook, są często dodatkowym sposobem uzyskiwania wiadomości, a nie zamiennikiem. Rosnąca dominacja smartfonów tylko zwiększyła liczbę osób konsumujących wiadomości, a Twitter i Facebook nierzadko łączą lub w inny sposób kierują użytkowników do znanych witryn medialnych. Niektórzy badacze twierdzą, że argumenty przemawiające za dywersyfikacją mediów informacyjnych i źródeł informacji w dobie Internetu nie znajdują uzasadnienia, biorąc pod uwagę trwałość tradycyjnych mediów informacyjnych[4]. Jednocześnie często mówi się, że znaczenie Internetu jako alternatywnego źródła informacji i opinii uwidoczniło się w latach dziewięćdziesiątych XX wieku, zwłaszcza podczas konfliktu w Kosowie, a w wojnach w Afganistanie i Iraku stała się czynnikiem komplikującym przebieg wydarzeń.
Od samego początku Internet miał ogromny wpływ na tradycyjne media i ludzi, którzy w nich pracują. Pojawienie się nieprofesjonalnych dziennikarzy internetowych poważnie zakwestionowało ich związek z tradycyjną społecznością zawodową dziennikarzy, a w szczególności krytyczną rolę profesjonalizmu w dziennikarstwie[5]. Wojny w Kosowie, Afganistanie i Iraku są czasami określane jako „pierwsze wojny internetowe”[6]. Obecnie nie ma wystarczających dowodów empirycznych, aby ocenić konsekwencje szybkiego rozwoju nowych mediów w ostatnich dziesięcioleciach. Jest to szczególnie widoczne w udziale w rynku mediów społecznościowych i tradycyjnych mediów informacyjnych, relacjach wojennych oraz w sposobie, w jaki instytucjonalna kontrola nad przepływem informacji może być również zastosowana w cyfrowych technologiach komunikacyjnych. W ostatnich latach podważyło to monopol tradycyjnych serwisów informacyjnych, dostarczających niedostępnych wcześniej informacji o strefach działań wojennych. Dziennikarstwo obywatelskie i fotoreportaż obywatelski to szybko rozwijające się alternatywne źródła relacji z wojny i konfliktu[7]. Technologia cyfrowa niesie ze sobą także inne źródła informacji o konflikcie. Dokumenty wojskowe dostają się do obiegu medialnego nieoficjalnymi kanałami, takimi jak internetowy portal informacyjny WikiLeaks (www.wikileaks.com).
Czytelnictwo mediów, słuchalność audycji radiowych, a nawet oglądalność telewizji wzrosła dzięki transmisji internetowej. Osoby zainteresowane nowinkami dowiadują się o wojnie więcej w Internecie niż w tradycyjnych mediach, radiu czy telewizji. Wydarzenia ostatniej dekady pokazały, że prasa, radio i telewizja w dużej mierze spełniają oczekiwania swoich odbiorców, gdyż więcej miejsca poświęca się wiadomościom i newsom (patrz m.in. Radio RMF FM, Radio „Zet”, Tygodnik „Polityka”, „Wprost”)[8]. W związku z powyższym zmieniła się też technologia transmisji informacji. Dobrze radziły sobie krótkie formy newsowe takie jak newsy, flashe, notatki, reportaże, recenzje. Z drugiej strony zmienia się zasięg wiadomości i zasięg radia oraz w mniejszym stopniu zasięg telewizji. W historii bohatera nie ma już miejsca na ekspozycję panoramiczną. Zdaniem Ryszarda Kapuścińskiego dzisiejsze media elektroniczne narzucają umiejętności nie tylko oglądania, ale i czytania: dzisiejszy odbiorca oczekuje zrozumienia całej historii w trzy minuty[9]. Reportaż stał się w ten sposób reportażem, charakteryzującym się przybliżonym wprowadzeniem w problematykę, sylwetkę głównych bohaterów, a także nazwy miejscowości, w których rozgrywały się wydarzenia. Reporter nie próbuje się rozwijać, ogranicza się do “suchych informacji”. Relacje mają pierwszeństwo przed reprezentacjami. Podobnie jest z reportażami radiowymi, gdzie wzmianki, newsy – bogate w elementy akustyczne – nazywane są po prostu reportażem (np. Radio „Zet”, Radio RMF FM). Jednak pojawiają się też głosy, że rozwój Internetu i technologii cyfrowej nie wpływa na większą różnorodność, ani nie zwiększa możliwości prezentowania różnych punktów widzenia.
Amerykańscy giganci Google, Facebook i Twitter są dominującymi graczami w globalnym kapitalizmie cyfrowym, Departament Obrony USA wykorzystuje ich sieci, witryny i platformy do cyberwojny, nadzoru i public relations, prowadzi strony internetowe, zarządza blogami, sieciami. Dystrybuując swoje treści za pośrednictwem stron internetowych, które codziennie odwiedzają miliardy ludzi, Departament Obrony omija informacyjną siłę tradycyjnych mediów. Korzystając z najczęściej odwiedzanej i sprzedawanej platformy mediów społecznościowych na świecie, której nie jest właścicielem ani za którą nie płaci, przedstawiciel rządu może obniżyć koszty związane z dystrybucją i publikowaniem treści związanych z wojną medialną, potencjalnie zwiększając swój zasięg.
Związek między mediami a terroryzmem zyskał na znaczeniu w ostatnich dziesięcioleciach. Wynika to z faktu, że źródłem terroryzmu jest komunikacja. Głównym osiągnięciem terrorystów nie jest po prostu zabicie tysięcy ludzi, ale zastraszenie milionów ludzi doniesieniami medialnymi i obrazami następstw ataków terrorystycznych, które mogą zmienić sposób życia wielu ludzi na całym świecie. Zmiany w mediach, zwłaszcza w ich globalnym zasięgu, sprawiły, że informacje o zamachach stały się popularne wśród sprawców. W tym kontekście terroryzm można postrzegać jako strategię komunikacyjną terrorystów, a media jako ich wspólników lub wręcz najlepszych sprzymierzeńców w działaniach terrorystycznych, ponieważ dostarczają terrorystom niezbędnej propagandy. Bez silnego oddźwięku medialnego atak terrorystyczny może mieć ograniczony wpływ na otaczającą rzeczywistość, dotykając jedynie bezpośrednich ofiar ataku i jego następstw, a nie szerszą grupę docelową. Tylko masowa propaganda, emocjonalne i skandaliczne akty terroru mogą dać terrorystom przewagę i możliwość wywierania presji. Dzięki mediom siła, znaczenie, wpływ i skala ataków terrorystycznych są wielokrotnie większe[10].
[1] P. Robinson, The CNN Effect: the myth of news, foreign policy and intervention, Routledge 2003.
[2] Mirosława Wielopolska-Szymura, Rozgłośnie BBC World Service, Radio France Internationale i Voice of America w komunikowaniu międzynarodowym : od propagandy do dyplomacji publicznej. Katowice 2019 r. s. 45.
[3] S.A. Nohrstedt, R. Ottosen, New Wars, New Media and New War Journalism: Professional and Legal Challenges in Conflict Reporting,Nordicom University of Gothenburg, Göteborg 2014, s. 200.
[4] J.Idzik, R.Klepka Medialne relacje wojenne: Od wojny w Wietnamie do czasów współczesnych, Kraków 2020, s. 244.
[5] W.E. Biernatzki, War and Media, „Communication Research Trends” 2003, t. 22, nr 3, s. 18.
[6] J.Idzik, R.Klepka Medialne relacje wojenne: Od wojny w Wietnamie do czasów współczesnych, Kraków 2020, s. 246.
[7] V. Sacco, D. Bossio, Using Social Media in the News Reportage of War & Conflict: Opportunities and Challenges, „The Journal of Media Innovations” 2015, t. 2, nr 1, s. 59–76.
[8] K.Wolny-Zmorzyński, Internet szansą dla reportażu jako gatunku dziennikarskiego, Studia Medioznawcze 5(15) 2003.
[9] R. Kapuściński, Lapidaria, Warszawa 1997, s. 206.
[10] M. Elshimi, Thinking about the Symbiotic Relationship between the Media and Terrorism, „Policy Brief ” 2018, nr 18/12, s. 2–6.









